1


TEORIA EMISJI PIENIĄDZA

(wersja wstępnie poprawiona)

Wstęp

Podstawy teorii emisji pieniądza

Kto ma prawo emitować pieniądz

Po co pieniądz jest emitowany?

Czym jest emisja bankowa?

Czy bank klientom coś pożycza?

Czy musimy płacić tak duże podatki (czy musimy w ogóle je płacić)?

Kryzys gospodarczy

Dług publiczny

Oprocentowanie kredytu, czyli lichwa

Kapitał zagraniczny

Emisja pustego pieniądza

O skutkach inflacji


Wstęp

Jest kilka dziedzin życia publicznego, o których wiedza w zakresie zasad ich funkcjonowania, organizacji i kierowania nimi jest zastrzeżona dla grona wybranych. Zasad tych nie można poznać z książek i uczelni, ponieważ nie zajmują się nimi profesorowie, a w związku z tym, jak większość obywateli, nawet nie podejrzewają ich istnienia. Jako wiedza tajemna, zapewniająca bogactwo i sterowanie narodami, jest przekazywana dziedzicznie. Dla wtajemniczonych, jej arkana z czasem stają się tak oczywiste, że nie mogą pojąć, dlaczego pozostali nie potrafią ich odkryć mimo ciągłego stosowania wobec nich tej wiedzy. Wśród wtajemniczonych wytwarza to poczucie wyższości, w skrajnych wypadkach uznawania za ludzi tylko siebie i traktowanie innych jako istoty człekopodobne, z którymi, jako bezwolną masą, można robić wszystko, włącznie z ograbianiem całych społeczeństw, a nawet ich zagładą. Dla wykonania tych celów posługują się zwykłymi obywatelami, których motywują “racjonalnymi” argumentami w rodzaju, jak np. ”społeczeństwem i światem powinni kierować ludzie mądrzy”. Nie można jednak usłyszeć, kto jest tak mądry, aby rozstrzygał, komu nadać tytuł “mądrego”, a komu nie.

Do dziedzin tajemnych należy emisja pieniądza i wybory powszechne, w tym referenda.

Przedmiotem niniejszej rozprawy jest emisja pieniądza. Przez pieniądz rozumiemy tu banknoty, monety, wszystkie ich współczesne substytuty oraz pieniądz wirtualny (np. elektroniczny i wszystkie formy jego księgowania).


Podstawy teorii emisji pieniądza

Jeżeli producent coś wyprodukuje, to tworzy pewną wartość. Jeżeli bank wydrukuje pieniądz za ten produkt, czyli kupi od niego, to tworzy drugą wartość w postaci pieniądza, wartą na rynku tyle samo, ile produkt. Producent akceptuje ten zamiennik, a bank cieszy się zakupioną pierwszą wartością, której przedtem nie miał. Potrzebna jest teraz ochrona i dla produktu, i dla wyemitowanego pieniądza. Jednym słowem, od momentu emisji pieniądza podwaja się wartość przepływów rynkowych.

Inaczej mówiąc powstaje wtedy dwie wartości, przy czym wysiłek producenta polegał na wysiłku umysłowym i fizycznym oraz zużyciu surowców i energii, zaś wysiłek banku polegał jedynie na emisji pieniądza. Jeśli jest to pieniądz papierowy, bank ponosi wtedy koszty wydruku. Jeżeli jest to emisja elektroniczna lub operacja księgowa, wysiłek banku polega tylko na wpisaniu kilku cyfr na klawiaturze lub piórem bankiera.

Dokładnie takim samym procesem, tylko w odwrotnej kolejności, jest udzielanie kredytu. Bank wpisuje na koncie danego klienta umówioną z nim kwotę, a klient w ramach tej kwoty produkuje towar. Jest powszechnie znanym faktem, lecz rzadko uświadamianym przez ludzi, że żadnemu bankowi nigdy nie brakło pieniędzy na kredyty. W świetle następnych akapitów będzie oczywiste, dlaczego bankowi pieniędzy braknąć nie może.


Kto ma prawo emitować pieniądz?

Spróbujmy przedyskutować, jak powinna być zorganizowana emisja. Jeśli emisji dokonywać będzie niekontrolowana grupa ludzi, choćby to był rząd, to nie oprze się pokusie kradzieży części emitowanego pieniądza. Nie pomogą zwykłe organy kontrolne, nawet kilkustopniowe, ponieważ dalej będzie to wąska grupa ludzi. Jedynym sposobem powstrzymania ich od kradzieży jest znalezienie przeciwwagi, powstrzymującej przed wejściem na drogę przestępstwa.

Taką przeciwwagą może być stojąca na czele finansów państwa instytucja kontrolna. Aby funkcjonowała prawidłowo, jej członkowie powinni podlegać szczególnie dokładnej kontroli społecznej. Majątek tych osób musi być regularnie dwa-trzy razy w roku sprawdzany i każdy jego wzrost powinien podlegać wyjaśnieniu. Ponieważ każdy nagły wzrost majątku może pochodzić tylko z kradzieży (inflacji = wydruku i puszczeniu w obieg pieniądza bez pokrycia w produkcji, defraudacji = sprzeniewierzenia, korupcji = przekupstwa itp.), z mocy prawa podlega odebraniu. Odebraniu podlega też majątek pochodzący z kradzieży, podarowany innym osobom i spadkobiercom.

Zadaniem tej instytucji jest kontrola gospodarowania budżetem oraz emisji pieniądza. Instytucja ta nie może być zależna od innych instytucji finansowych, w szczególności zagranicznych. W obecnych czasach w celu dopasowania podaży pieniądza do lokalnych potrzeb wobec nieskończenie dużej różnorodności inicjatyw i sytuacji, emisja pieniądza została zdecentralizowana. Pieniądze emituje kilkaset banków w kraju wielkości Polski. Jak wykazano w dalszych rozdziałach, nie ma przeszkód, aby mogły je emitować w sposób nieograniczony. A jednak prezesi tych banków nie wpisują na swoje własne konto każdego dnia nowego miliona. Mają bowiem narzucone limity emisji. Jeśli nie byłoby limitów, bank mógłby w jednej chwili wyemitować taką ilość pieniędzy, że byłby w stanie kupić całą gospodarkę, włącznie z pozostałymi bankami. Kto więc narzuca limity emisji i je egzekwuje? Czy prezesem banku może być dowolna osoba? Jaka jest w tym rola Banku Światowego? Jaka jest prawdziwa funkcja systemu masońskiego? Od czego zależą stopnie masonerii? Czy nie od ilości pieniędzy, jaką na danym stopniu masoni mają prawo wyemitować?

Po co pieniądz jest emitowany?

Na początek kilka zdań z ekonomii. Przeanalizujmy prawo równowagi obiegu pieniądza wyrażone wzorem: M x V = P x Q, gdzie: M - całkowita ilość pieniądza w obiegu, V - prędkość obiegu pieniądza np. w ciągu roku, P - poziom cen, Q - poziom produkcji krajowej.

Również P x Q = PKB (produkt krajowy brutto; ang. GDP), a stąd V=PKB:M, czyli szybkość obiegu pieniądza jest ilorazem PKB przez ilość pieniądza w obiegu.

P i Q zachowują dużą inercję i w sposób naturalny zmieniają się bardzo wolno, a zatem można je potraktować jako stałe (mogą się zmienić pod wpływem jakiegoś szoku, ale jeżeli nie dodrukuje się pieniędzy, to wrócą po pewnym czasie do normy).

Tu dochodzimy do podstawowej zasady emisji pieniądza mającego pokrycie w towarach. Otóż w warunkach równowagi obiegu pieniądza przyrost masy pieniądza powinien być równy przyrostowi PKB podzielonemu przez szybkość obiegu pieniądza, a także przyrostowi masy towarowej podzielonej przez szybkość obiegu pieniądza i pomnożonej przez poziom cen. Przyrost ten winien być równy efektywnemu popytowi, który w normalnych warunkach steruje wzrostem gospodarczym. Odbywa się to np. w ten sposób, że na efektywny (udowodniony) popyt na kredyt bank emituje pieniądze (schemat poglądowy) w ilości, którą gwarantuje kredytobiorca. Jeżeli przedsięwzięcie, na które pobrano kredyt, zostanie wykonane, zaowocuje to wzrostem PKB o tę właśnie wielkość kredytu. Mogą się jednak zdarzyć mniej przyjemne przypadki:

1. kredytobiorca nie wykona przedsięwzięcia, na które pobrał kredyt lub wykona je tylko w części i w ten sposób wyemitowany zostanie pusty pieniądz (inflacja kredytowa);

2. bank emisyjny wyemituje pusty pieniądz bez zaprojektowanych przedsięwzięć (inflacja skarbowa).

Sprawy te należy rozwinąć z powodu błędnego rozumienia pojęć emisja bankowa i inflacja.


Czym jest emisja bankowa?

Rozszyfrujmy najpierw, co to takiego jest “bank”.

Bank w potocznym rozumieniu to instytucja zajmująca się depozytem pieniędzy oraz ich pożyczaniem. Dokonuje też innych usług, jak przelewy. Ten prosty opis i łatwe zrozumienie istoty banku psuje praktyka stosowana dokładnie przez wszystkie banki, polegająca na pożyczaniu więcej pieniędzy, niż wynoszą depozyty i kapitał założycielski razem. Aby ukazać skalę tego procederu i już całkiem zburzyć oklepaną definicję banku, należy przypomnieć, że banki pożyczają nie tylko wszystko, co klienci zdeponowali, ale z reguły 10 razy więcej niż posiadają, a bywa, że znacznie więcej. Proceder ten co jakiś czas ujawnia się, kiedy z jakiegoś powodu depozytariusze wszyscy razem zapragną wypłacić swoje pieniądze. Okazuje się za każdym razem, że w banku nie ma tych pieniędzy, które oni tam wpłacili, natomiast w wyniku takiego masowego żądania klientów bank bankrutuje1. Ratując sytuację bank może stosowną gotówkę pożyczyć z innego banku, ponieważ rzadko się zdarza, aby wszyscy klienci żądali wypłacenia depozytów ze wszystkich banków naraz. Niemniej inne banki mogą obawiać się psychozy wśród obywateli i runu klientów również na ich zasoby. Wolą więc nie pożyczać tych symbolicznych kwot żywej gotówki, które same posiadają. Jedynym bankiem zdolnym do pożyczenia innym bankom jest bank centralny.

Zatem skąd bank bierze te pieniądze na pożyczki, skoro ich w banku brak?

Odwrotnym pytaniem jest, czy w chwili wspomnianych wyżej masowych wypłat bank potrafiłby odebrać pożyczone pieniądze, aby mieć z czego pokryć wypłaty? Pytanie pomocnicze: - Czy wszyscy klienci deponowali gotówkę, czy większość raczej w postaci przelewu?

Jeśli były to głównie przelewy, to nie było banknotów ani monet, tylko zlecenie klienta w jednym banku skreślenia z jego konta wskazanej przez niego kwoty i przekazanie informacji (nie gotówki) do innego banku, że wymieniony klient wydał polecenie powiększenia pewnego konta w drugim banku. Ten drugi bank wykonuje to polecenie w ten sposób, że skreśla dotychczasową wartość depozytu i wpisuje nową wartość, powiększoną o kwotę zlecenia. Zatem do drugiego banku nie wpłynęła gotówka, tylko umowa, że teraz ten lub inny klient ma więcej na swym koncie.

A teraz wcześniejsze pytanie i pytanie do niego odwrotne. Aby móc odebrać pożyczone pieniądze w postaci gotówki, pierwszym warunkiem jest, aby te pożyczki były dokonane również w postaci gotówki. Skoro jednak pożyczki gotówkowe stanowią ułamek procenta pożyczek (kredytów) banku, a niemal całość tych usług polega na wpisaniu klientom na koncie umówionej z nimi kwoty ze znakiem ”-”, klienci nigdy nie widzą pożyczonych pieniędzy w postaci gotówki. Gdyby bank zażądał nagłego zwrotu pożyczki w postaci gotówki, klient musiałby natychmiast sprzedać za gotówkę swój majątek, czemu na przeszkodzie stoi przede wszystkim brak tak wysokiej gotówki w ręku potencjalnego kupca - z tych samych powodów, a mianowicie dlatego, że ten kupiec posiada swoje walory w tym lub innym banku również w postaci zapisu stanu konta, a nie w postaci depozytu gotówki.

Nie można się zatem dziwić, że jeśli klienci nie wnieśli gotówki, tylko przelewy, to bank nie może posiadać gotówki, aby ją wypłacić wszystkim klientom naraz. Podobnie nie może zażądać zwrotu kredytów w postaci gotówki, ponieważ nie gotówkę on klientom wręczał. Wobec tego rodzi się pytanie:


Czy bank klientom coś pożycza?

Jest to miejsce na odpowiedź do pytań z wstępu poprzedniego rozdziału. Banki prywatne nie drukują pieniędzy w postaci gotówki. Takie uprawnienie przysługuje bankowi centralnemu. Banki prywatne jednak emitują pieniądz kredytowy. Podstawowe cechy tego pieniądza są następujące:

- jest równoprawnym środkiem płatniczym z banknotami i monetami, przez co razem z nimi bierze udział w obiegu gospodarczym,

- różni się od gotówki niskimi kosztami strzeżenia i przewożenia,

- emitowany jest w ilości wielokrotnie większej od gotówki i jak wyżej pokazano, bez ograniczeń (jedyną przeszkodą po stronie banku może być wyczerpanie atramentu w piórze bankiera), jest go więc w obiegu i depozytach niewspółmiernie więcej niż gotówki,

- nic nie kosztuje jego emisja, a jedynie pewne koszty ponosi bank na utrzymanie personelu sporządzającego umowę kredytową i ściągającego spłatę kredytu.

Cechy pieniądza kredytowego stanowią więc zbiór przeciwności: jest wart tyle, co gotówka, a nic nie kosztuje. Jeśli coś nic nie kosztuje, czy może mieć jakąkolwiek wartość? Jeśli pieniądz kredytowy nic nie jest wart, to dlaczego jest równoprawny z gotówką? Czym on więc w końcu jest?

Pieniądz kredytowy jest wyłącznie umową pomiędzy bankiem i klientem-kredytobiorcą. Ściślej biorąc, jest wyłącznie zobowiązaniem klienta, że stworzy określone dobra rynkowe. To nie bank tworzy dobra, lecz jego klienci i pozostała część społeczeństwa.

Stąd też bierze się jedyne prawdziwe ograniczenie emisji pieniądza kredytowego - bank może wyemitować tylko tyle, ile klient zobowiązuje się oddać. Banku nie interesuje, skąd klient weźmie te pieniądze. Jeśli bowiem klient wybuduje “za kredyt” zakład produkcyjny, lecz nie uda mu się sprzedać produktów z tego zakładu, bank zabierze mu ten zakład. Jeśli nie “wypali” inwestycja innego rodzaju i pieniądze kredytowe pójdą “w błoto”, bank zabierze klientowi majątek, który klient miał wcześniej, np. po swoich przodkach.

Bank niczego klientowi nie daje. Jednak bank w umowie wpisuje, że daje klientowi określoną kwotę w pieniądzu krajowym lub przeliczonym na zagraniczny, potocznie zwanym “kredytem w walucie obcej” np. we frankach szwajcarskich. Należy podkreślić kluczowy element tej operacji: bank posługuje się walutą państwową, chociaż jest prywatny. Bank nie wpisuje do umowy, że oddaje klientowi jeden ze swoich budynków czy inne dobra rynkowe do niego należące, lecz udaje, że reprezentuje państwo i że dysponuje walutą państwową. Jak wyżej wykazano, żadnej takiej waluty bank nie posiada. On ją tworzy w imieniu państwa.

Skoro bank tworzy pieniądz w imieniu państwa, to dlaczego uzurpuje sobie prawo do spłaty kredytu do jego kasy? Czy jakikolwiek bank prywatny oddaje potem tę spłatę do kasy państwowej?

Nie. Banki prywatne twierdzą, że są to ich pieniądze.


Czy musimy płacić tak duże podatki (czy musimy w ogóle je płacić)?

Wobec wymienionego wyżej przypisywania sobie przez banki własności emitowanych przez siebie pieniędzy można spytać, jakim prawem? Brak na to pytanie odpowiedzi. Jest to bowiem bezprawne uprzywilejowanie prywatnej osoby bankiera do przejmowania pieniędzy państwowych płynących ze spłat kredytów oraz majątku obywateli, gdy kredytu nie mogą spłacić.

Prawdą jest, że bank ponosi pewne koszty na obsługę kredytu, jak wyżej wspomniano. Ale skoro działa w imieniu państwa, państwu należy się spłata kredytu, a bankowi tylko zapłata za obsługę, rzędu 1-3 % wartości kredytu.

Likwidacja tego rozpowszechnionego nadużycia, czy raczej przywłaszczania cudzego mienia przez banki jest wymogiem rozwoju gospodarczego. Pieniądz zwracany do kasy państwowej pozwoliłby pokryć wszystkie wydatki społeczne, włącznie z oświatą, nauką i opieką medyczną. Gdyby spłaty kredytów trafiały do budżetu, nie trzeba byłoby płacić tak dużych podatków , a może i wcale.


Kryzys gospodarczy

Jednym z odmian kryzysów jest kryzys wywołany doraźnie2 polityką bankową, a konkretnie brakiem pieniędzy na życzenie wpływowej osoby, która poprzez stworzenie zagrożenia chce swoje wpływy jeszcze bardziej powiększyć. Jak w każdym kryzysie, są surowce, są moce produkcyjne i jest zapotrzebowanie na towary i usługi, lecz kryzys wywołuje się zdejmując pieniądz z rynku. Pieniądz jest elementem spinającym moce przerobowe i potrzeby, inaczej mówiąc - pełni rolę krwiobiegu gospodarczego albo inaczej – rolę transmisji między potencjałem produkcyjnym i potrzebami społecznymi. Przykładem jest Ukraina końca 2004 roku. Dwóch kandydatów na prezydentów powiązanych było z bankiem – jeden osobiście jako prezes Narodowego Banku Ukrainy, drugi poprzez szefa swojego sztabu wyborczego, przewodniczącego Banku Centralnego. Obydwaj zdolni wywołać kryzys, głód i wojnę domową. Osobną sprawą jest, kto za nimi stał, ale to nie należy do teorii emisji pieniądza.


Dług publiczny

To jedno z największych dziwactw obecnych czasów. Na dług ten składa się nie tylko niewypłacalność instytucji, do utrzymania których zobowiązane jest państwo, ale również pożyczki państwa w bankach prywatnych. W świetle poprzedniego rozdziału, jest to szczyt absurdu. Dług publiczny oznacza bowiem, że społeczeństwo jest winne bankierom prywatnym pieniądze, które są własnością społeczeństwa. Aby przekonać się o istnieniu tego absurdu, wystarczy zapytać publicznie, kim są “nasi wierzyciele-bankierzy” i które to są osoby?

Dług publiczny jest nową formą inflacji. W tradycyjnej formie inflacji, zarządca mennicy (rząd) drukuje pieniądze i daje swoim wybranym, a ci wykupują wszystkie dobra rynkowe, pozostawiając dotychczasowym właścicielom bezwartościowe papierki. W nowej formie, zwanej długiem publicznym, ci sami wybrani osobiście emitują pieniądze niepapierowe i pożyczają rządowi, sami sobie wpisując na koncie pożyczane wirtualne kwoty. Rząd nie musiałby takich pieniędzy pożyczać, ponieważ sam zarządza centralnym bankiem narodowym, zdolnym równie dobrze wyemitować ten pieniądz. Rząd jednak chce swoich wybrańców gratyfikować, dokładnie tak samo, jak przy zwykłej formie inflacji. Następuje więc jedynie odwrócenie kolejności dokonywania przestępstwa. Drukowania pieniędzy rząd dokonuje na końcu tego procesu, dopasowując wartość banknotów i ich ilość do nowej, poinflacyjnej wartości pieniądza.


Oprocentowanie kredytu, czyli lichwa

Lichwa w poprzednich wiekach była potępiana w wielu krajach i zakazana. Później, pod wpływem wpływu bankierów na władze, konkretnie poprzez pożyczanie im pieniędzy jako osobom prywatnym, stopniowo lichwa zadomowiła się w systemach gospodarczych i obecnie stała się normą. Ale czym ona jest z ekonomicznego punktu widzenia?

Na lichwę pieniądz nie jest emitowany. Zatem aby spłacić lichwę, dłużnik musi sprzedać część swojego majątku trwałego3. Skutkiem tego lichwa powoduje redystrybucję dóbr. Przy długotrwałym jej działaniu, po kawałku, stopniowo, wszystkie dobra przechodzą na własność bankierów. Z punktu widzenia makroekonomii jest to niszczenie równowagi sił i zdolności rozwoju społeczeństwa.



Kapitał zagraniczny

Ostatnio zyskało popularność pojęcie swobodnego przepływu kapitału. Jest to największy fałsz ostatnich lat. Przykładowo, po 1 maja 2004 mamy otrzymywać dotacje i fundusze unijne z Brukseli, które nawet już wcześniej ”płynęły” w ramach PHARE, SAPARD, ISPA i od prywatnych “inwestorów strategicznych”. Nikt jednak nie widział tych milionów euro. Wykonawcom oczyszczalni, drogi i hipermarketu banki zawsze płacą złotówkami. Zamieniły euro w złotówki? A skąd je wzięły na zamianę? Co banki zrobiły z tymi milionami euro po zamianie? Wywiozły z powrotem workami za granicę? Czy ktoś widział stosy banknotów polskich lub obcych w jakimś banku? Czy więc w ogóle Bruksela przekazywała jakieś pieniądze do Polski? Czy w ogóle takie wożenie worków pieniędzy przez granicę ma miejsce?

Nie. Ponieważ pieniądz to pokwitowanie za pracę. Pokwitowanie wystawiane jest i ważne tylko w obszarze, gdzie pracę wykonano. W gospodarce zjawisko przewożenia kapitału nie występuje. Cały pieniądz wytwarzany jest piórem prezesów banku, na miejscu, w kraju. Nawet w tzw. “strefie euro”, pieniądze euro emitowane, a nawet drukowane są przez banki narodowe. Prezes potrzebuje jedynie zgody na emisję, to jest na zapis na koncie tego lub owego, takiej lub innej kwoty. Takiej zgody, ale w odniesieniu do złotówek, udzielać ma teraz Bruksela dla Polski i pozostałych krajów przyłączonych. To nie są więc euro, tylko zgoda na emisję złotego.

Zgoda na emisję pieniądza jest to zgoda na pracę. Bruksela będzie decydować, czy Polacy będą mogli pracować u siebie.

Za zgodą na emisję pieniądza idzie kontrola skarbowa, policyjna i wojskowa.

Czy do 1 maja 2004 nie była to więc zwykła interwencja w sprawy wewnętrzne naszego kraju, a po 1 maja czy nie jest to zwykła okupacja?


Emisja pustego pieniądza

Nosi ona znamiona czystego przestępstwa i zwykle prowadzi do hiperinflacji, również wtedy, gdy bank emitujący pieniądz inflacyjny jest własnością rządu. Nikt wtedy nie odpowiada za popełnione przestępstwo, gdyż rząd musiałby ścigać samego siebie. Inflację skarbową można usprawiedliwić jedynie w czasie wojny (deficyt budżetowy).

Odwołajmy się na chwilę do ekonomii. Inflacja definiowana jako procentowy przyrost zasobów pieniądza wyraża się wzorem:

I = (M2:M1 -1) x 100%

gdzie: M1 - zasoby pieniężne w pierwszym okresie (np. roku), M2 - zasoby pieniężne w drugim okresie.

Jeżeli do tego wzoru podstawimy równanie obiegu pieniądza, to:

I = {[(P2 x Q2 : V2) : (P1 x Q1 : V1)] - 1} x 100%

Pieniądz pusty oznacza, że produkcja nie wzrosła, czyli Q2 = Q1. Prędkość obiegu pieniądza V jest cechą strukturalną, trudną do zmiany (wiedzą o tym dobrze wszyscy przyjezdni z Zachodu), a więc w przybliżeniu V2 = V1. Pozostało więc tylko P (poziom cen), który jest zewnętrznym objawem inflacji (mogą być i inne przyczyny zmian cen, na ogół jednak odgrywają tylko peryferyjną rolę). A więc wzór uprości się do:

I = [(P2:P1)-1] x 100%.

Najistotniejszym elementem w zjawisku inflacji jest dystrybucja wydrukowanego pustego pieniądza. Prześledźmy sprawę dokładnie. Załóżmy, że premier jakiegoś afrykańskiego kraju każe wydrukować pewną kwotę pieniędzy i przynieść mu do gabinetu. Premier może je wydać dowolnie. Może złożyć zamówienie rządowe np. w celu zmniejszenia bezrobocia, może dać komu zechce, może też wziąć sobie. Łatwo jest wykazać, że jeśli mógł tak sobie wydrukować, to dalsze postępowanie będzie także bezkarne. Gdyby rozdał pieniądze wszystkim lub rozrzucił z samolotu, inflacja nie miałaby sensu, ale jeżeli rozda pięciu procentom ludności, to te pięć procent przejmie proporcjonalną do inflacji część własności pozostałych 95-ciu procent mieszkańców. Np. jeżeli aktualny zasób pieniędzy wynosił 40 mld dolarów (waluta umowna), a wydruk nowych pieniędzy wyniósł 400 mld dolarów (inflacja 1000 %), to ok. 90 % wszystkiego, co było zaoferowane w tym czasie do sprzedaży zostanie przejęte przez te pięć procent ludności. Przejęcie to nastąpi dlatego, że nowo wydrukowane pieniądze w pierwszej operacji użyte są po starych cenach, a inflacja uwidoczni się na rynku dopiero po ich wprowadzeniu. Dlatego też najpierw emituje się i wprowadza do obiegu pieniądze, a potem rewaloryzuje płace - zmiana własności już nastąpiła. Oczywiście ta zmiana rozkładu własności wskutek hiperinflacji dotyczy całego kraju (zmienia się ustrój) i od tej pory w tym kraju nic pozytywnego już się nie wydarzy, aż kiedyś może to uregulować wojna (rozpad Jugosławii i ZSRR ma też związek z hiperinflacją).

Przed i po 1989 r. budżet państwa w Polsce stanowił ok. 40% PKB, a w tym właśnie roku 1989, pomimo masowego wydruku pieniędzy, tylko 28% PKB. Oznacza to, że inflacyjne pieniądze gdzieś ginęły nie wchodząc nawet do budżetu. Działo się to na oczach całego Narodu i żaden organ ścigania nie podjął żadnego dochodzenia. Co więcej, jeden z posłów na Sejm RP na pierwszej stronie poważnego tygodnika pochwalał to przestępstwo. Godzien uwagi jest również fakt, że szczególnym zbiegiem okoliczności hiperinflację zatrzymano w lutym 1990 r., a więc w tym samym czasie, gdy sejm ustawą usunął z kodeksu karnego art. 134 i 135, dotyczące afer gospodarczych, otwierając drogę do bezkarnej kradzieży majątku narodowego.

Wspomniany poseł, jeśli nie działał na zlecenie, lecz pisał o czymś, czego nie rozumiał, powinien przekształcić sobie równanie obiegu pieniądza oraz równanie równowagi sił w przyrodzie, a sam znalazłby przyczyny, dlaczego nie jest możliwe uregulowanie np. kryzysu mieszkaniowego, kryzysu oświaty, służby zdrowia, a także ciągłych strajków czy destabilizacji gospodarki przez rząd za pomocą ciągłego wzrostu cen urzędowych i podatków. Jaki sens mają tzw. "wolne wybory", jeżeli rozkład środków nie odpowiada rozkładowi głosów, a co za tym idzie, także jaki jest sens istnienia parlamentu? Skąd się wzięły tzw. spółki nomenklaturowe oraz tzw. polscy biznesmeni, którzy potrafili przetworzyć "wspólną własność narodową" w swoją, jeszcze przed prywatyzacją? Może pan poseł obliczy, jaką część majątku narodowego przejęli oni za pomocą inflacji?

Wielu komunistycznych profesorów ekonomii zapewnia nas, że pieniądze drukują się same ("inflacja powstaje sama, bez niczyjej winy"). Maksymalne nominały banknotów w 1989 r. wzrosły z 20 tys. na 200 tys. złotych i ciekawe, jak one same się zaprojektowały.

Już w październiku 1991 r. według danych Ministerstwa Pracy i Polityki Socjalnej 1 600 000 rodzin było objętych pomocą społeczną. W województwie łódzkim według danych Sanepidu ok. 60% dzieci było niedożywionych. Badania Instytutu Gospodarczego SGH wskazywały, że w listopadzie 1991 r. 57% badanych gospodarstw domowych określiło swój stan oszczędności jako niepokojąco niski lub zerowy, a 18% gospodarstw było zadłużonych.

Wyliczenie inflacji 1989 i 1990 r.

Analizując równanie obiegu pieniądza oraz fakt wprowadzania do obiegu banknotów o coraz wyższym nominale, łatwo jest zrozumieć mechanizm inflacji, który polega na tym, że najpierw powstaje zamierzone działanie - wydruk pieniędzy, potem wprowadzenie ich na rynek po tzw. starych cenach i dopiero wtedy objawia się inflacja. W żadnym wypadku ceny nie mogą wzrosnąć wcześniej, niż nastąpi wprowadzenie pustego pieniądza do obiegu (ceny są zawsze równe ilorazowi ilości pieniądza w obiegu i ilości towarów w sprzedaży). Inflacja omawianego okresu, ściślej mówiąc hiperinflacja, obejmowała zasadniczo drugą połowę 1989 i 1990 r., począwszy od puszczenia w obieg dużej ilości pustego pieniądza przez rząd Rakowskiego pod pozorem "urynkowienia rolnictwa" i wielki wydruk pieniędzy w końcu 1989 r. przez rząd Mazowieckiego i Balcerowicza Inflacja łącznie za dwa lata wynosiła ponad 2 000 %.

Tabela 1 (kwoty zostały przeliczone na dolary USA)


Suma 1989 i 1990

Produkt krajowy brutto, PKB

144 072 mln $

Budżet

43 949 mln $

Inflacja

2 311 %

Nowo wydrukowany pieniądz pusty

112 910 mln $

w tym: - przepuszczony przez budżet (deficyt budżetowy) -->

34 573 mln $

- przepuszczony poza budżetem (“na lewo”) -->

78 337 mln $


Inflacja za dwa lata równa się iloczynowi inflacji rocznych. Deficyt budżetowy obliczono przy założeniu, że inflacja dotknęła budżet w takim samym stopniu co PKB.

Jak widać około 70% pustego pieniądza nie mieściło się w budżecie, a zatem zostało rozdysponowane poza wszelką kontrolą parlamentu i prawdopodobnie również poza wszelką inną kontrolą. Ilość osób, które przywłaszczyły sobie pusty pieniądz, szacuje się na 1,5 do 2 mln ludzi (na ulicy nikomu banknotów nie dawano). Czyli każdy obywatel stracił na ich rzecz około 3000 dolarów, a każdy "obdarowany" zyskał 60 do 70 tys. dolarów, z tego 70 % poza budżetem.

Postscriptum

W ulotce Unii Wolności z maja 1997 r. Leszek Balcerowicz potępia hiperinflację 1989 r. Uważamy, że jako ekonomista, inflację w 1989-90 r. zastosował rozmyślnie, a milczał o jej zbrodniczym charakterze dopóty, dopóki jego lobby nie przejęło polskiego majątku narodowego. Ale dlaczegóż w ogóle odzywa się na ten temat? Sam siebie chce oskarżyć? Chyba nie, ponieważ nadal ukrywa, że to on był twórcą inflacji. Wskazówką są inne jego słowa, o potrzebie "wprowadzenia zabezpieczeń" przed inflacją. Czyżby Wielka Unia Wolności bała się, że następne rządy pójdą w jej ślady i przy pomocy inflacji złupią nowych właścicieli, czyli Wielką Unię? Czy nie dlatego trwa taka personalna walka wewnątrz czerwono-różowej rodzinki o władzę rządową, bo chodzi o prywatny dostęp do banku emisyjnego? Czy Balcerowicz nie grozi jednocześnie domniemanej III władzy, wyposzczonej pseudoopozycji?

Miarą hipokryzji „Wielkiej” Unii i jej spadkobierców jest odwracanie ról w hiperinflacji. Od początku pierze się nam mózgi, że to Balcerowicz ją stłumił.

Jedną z metod pustoszenia umysłów jest obrona inflacji podejmowana przez prasę podającą się za prawicową. Przykładem jest artykuł "Proinflacyjna polityka" w "Naszej Polsce" nr 35 (101) z 27.08.1997, gdzie autor potępia inflację jako wynik głównie deficytu budżetowego, a więc niejako zło konieczne, a nie przestępstwo z premedytacją ("O ile nie można było uniknąć w latach 1989-91 zwiększenia inflacji, to można było znacznie zmniejszyć jej wysokość i skutki"). Dla dociekliwych pouczające będzie porównanie, ile razy w każdym z lat 1989-2000 inflacja przewyższyła deficyt budżetowy i o ustalenie, co stało się z gigantyczną nadwyżką.


O skutkach inflacji

Głównym skutkiem inflacji stanowiącej przestępstwo jest zniszczenie państwa poprzez zniszczenie gospodarki, korupcję najwyższych władz, wywołanie powszechnego bezrobocia, powstanie prywatnych bankierów i przejęcie przez nich niekontrolowanej przez społeczeństwo emisji pieniądza kredytowego oraz wprowadzenie lichwy bankowej, a nade wszystko doprowadzenie do skupienia własności w ręku wąskiej grupy przestępców.

Sprawy podstawowe

Władza twierdzi, że bezrobociu są winni sami bezrobotni, ponieważ są nieudacznikami.

Powszechne bezrobocie w Polsce rozpoczęło się na przełomie 1989 i 1990 roku. Dokładnie też od tego momentu wszystkie wybory w Polsce wygrywają przedstawiciele tej samej władzy, raz podając się za prawicę, raz za lewicę.

Przyczyna obydwu zjawisk jest ta sama - przeprowadzona została hiperinflacja.

Hiperinflacja jest produktem rządu, konkretnie banku emisyjnego. Rząd lub prezes banku planuje i przygotowuje inflację, gdy zamawia w mennicy masowy druk pieniądza, który nie ma pokrycia w produkcji. Następnie pieniądze te oddaje wybranym ludziom (rodzinie, kolegom partyjnym) nie za jakąkolwiek pracę, lecz za darmo. Otrzymujący te pieniądze stają się zakładnikami władzy. Mogą jednak oni teraz wykupić wszystko, co jest na rynku. Każde dobra są w ilości ograniczonej4, ale oni mogą je posiąść, ponieważ płacą każdą cenę, gdyż mają wagony pieniędzy (w 1989 r. wydrukowano im ponad 20 razy więcej, niż było w obiegu). Dobra te przejmują więc przepłacając znacznie ich dotychczasową wartość. W rezultacie jednak stają się ich właścicielami, a dotychczasowi właściciele pozostają z górą banknotów. Wobec tego, że po tej transakcji wszyscy mają ich teraz dużo, lecz nie można już za nie utraconych dóbr odkupić, pieniądze te stają się bezwartościowe.

To zaplanowane przez rząd zepsucie pieniądza to właśnie inflacja. Rząd nie psuje pieniądza dla zabawy ani z głupoty, lecz z całą świadomością czynionego zła drukuje pieniądz w celu obrabowania społeczeństwa przy pomocy pozornie dobrej zapłaty za kupowane dobra.

Pieniądz to umowny środek płatniczy, wprowadzony dla ułatwienia obiegu gospodarczego. Rząd podstępnie łamie tę umowę korzystając z tego, że społeczeństwo powierzyło mu dostęp do mennicy. Skutkiem tego przestępstwa jest załamanie wszystkich umów gospodarczych, w tym handlowych, bankowych i ubezpieczeń, czyli kryzys ekonomiczny.

Pieniądz to pokwitowanie za pracę. Najpierw jest praca, potem jej ekwiwalent, czyli pieniądz. To praca tworzy dobra, a  pieniądz jest wobec niej wtórny i drukowany dla ułatwienia wymiany dóbr. Nie może więc być drukowanych więcej pokwitowań, niż ilość wykonanej pracy i ilość stworzonych przez nią dóbr. Każdy, kto drukuje więcej, dokonuje przestępstwa bankowego. Wydrukowane pieniądze bez pokrycia są fałszywym pokwitowaniem za pracę, a więc pomimo identycznego wyglądu, w istocie są pieniędzmi fałszywymi i tak też powinno być ścigane ich użycie na rynku.

Kłamstwem są oświadczenia polityków, że nie mogą zlikwidować bezrobocia, gdyż mają za mało pieniędzy. To praca tworzy pieniądz, a nie odwrotnie. To nie brak pieniędzy jest przeszkodą dla tworzenia miejsc pracy. Jedyną przeszkodą jest brak w ręku obywateli dóbr, które zostały im zrabowane. Polityk, który deklaruje naprawę państwa, lecz nie zamierza odebrać złodziejom zrabowanych dóbr i zwrócić społeczeństwu, jest kłamcą i karierowiczem, którego jedynym celem jest wejście na miejsce tych, którzy są u władzy i mają dostęp do banku emisyjnego.

Jak inflacja tworzy bezrobocie

Pierwszy raz na masową skalę dokonano przestępstwa bankowego dla ograbienia społeczeństwa z dóbr w Polsce w latach 1918-1923. Za masowo drukowane pieniądze złodzieje wykupili całe miasta, aż powstało powiedzenie: “Wasze ulice, nasze kamienice”. Grabskiemu, który był wtedy Ministrem Skarbu Państwa, stworzono przed wojną opinię „pogromcy inflacji”, taką samą, jak obecnie tworzy się Balcerowiczowi, chociaż obaj właśnie tworzyli inflację. Tak samo też z końcem 1989 r. większa część majątku polskiego w ciągu kilku tygodni przeszła w ręce złodziei. Odtąd nowi właściciele dyktują pozostałym ludziom prawa i warunki, zezwalają na pracę lub likwidują zakłady, udzielają kredytu bankowego na własnych warunkach spłaty (z przestępczą lichwą), lub go odmawiają, tak osobom fizycznym, jak i wielkim zakładom pracy, złupionym z kapitału zakładowego i wplątanym w system uzależnienia od banków. Nowi właściciele przez wykupione środki masowego przekazu mówią tylko to, co sami chcą powiedzieć. Kradnąc przy pomocy lichwy bankowej i emitowanego pieniądza bez pokrycia i powodując inflację, głoszą np., że muszą podnieść lichwę (oprocentowanie kredytów), aby zapobiec inflacji. Głoszą też, że trzeba obniżyć podatki bogatym, czyli sobie, aby bogatych zachęcić do tworzenia miejsc pracy. Dzień i noc robią ludziom wodę z mózgu, wmawiając największe brednie ekonomiczne, w tym o dobrodziejstwie tzw. “sponsorów strategicznych” i przepływie kapitału zagranicznego. A cała ich mądrość bierze się stąd, że posiadają zrabowany majątek oraz media i robią przy tym wrażenie, że sami już uwierzyli zarówno w te bzdury, jak i w to, że społeczeństwo zgodziło się na dokonany rabunek.

Jednak największą szkodą zrabowania majątku narodowego przez małą grupę powiązaną z władzą, jest rozwarstwienie społeczeństwa na około 90% biednych i 10% bogatych. Takie społeczeństwo niczym nie różni się od społeczeństwa komunistycznego, w którym oficjalnie własność prywatna była ograniczona lub nawet zabroniona, ale w rzeczywistości całym majątkiem społeczeństwa jak własnym zarządzała elita partyjna, która budowała sobie wille ze złotymi klamkami, jak I sekretarz KW w Katowicach. Społeczeństwo tak rozwarstwione nie może się rozwijać.

Tylko pracując na swoim człowiek pracuje wydajnie i cały się angażuje, aby ten majątek pomnażać. Dzięki sumie tej pracy szybko rośnie zamożność całego państwa. Gdy każdy obywatel coś posiada, może innym coś zaoferować. Rozwija się kooperacja i wszyscy mają pracę. Jednocześnie każdy czegoś potrzebuje i jego potrzeby rosną wraz ze stanem posiadania. Gdy zapewni sobie chleb i mieszkanie, chce usprawnić swoją produkcję poprzez lepsze maszyny, sprawniejszy samochód dostawczy i wreszcie sięga po dobra wyższe, jak wykształcenie i sztuka. Wraz z zamożnością i potrzebami wszystkich obywateli rośnie popyt na rynku, a ten napędza produkcję i całą gospodarkę.

Tym właśnie jest i tak funkcjonuje warstwa średnia. Średnia, to ta, która stanowiąc 70-80 % społeczeństwa posiada w  swoim ręku 70-80 % majątku narodowego, rozłożonego w miarę równomiernie między obywateli tej warstwy5. Dla rozwoju kraju drugorzędne jest, jak duży jest ten obywatelski majątek - ważne, aby każdy go miał. Warstwa średnia w Ameryce też zaczynała od małego majątku, ale wszyscy dorobili się poprzez pracę, bo nikt ich nie okradał. W kraju z warstwą średnią bezrobocie nie jest znane. Warstwa średnia potrafi zwiększyć popyt nawet 30 razy. To ona jest głównym źródłem popytu i rozwoju gospodarczego. Ona też jest motorem postępu naukowo-technicznego, ponieważ jego owoce przynoszą korzyści wszystkim w kraju z warstwą średnią, m.in. w postaci zmniejszenia czasu pracy, który ludzie mogą wykorzystać na kulturę i pogłębianie wiedzy. Warstwa średnia, owe 70-80%, wybiera sobie taką władzę, jaka jej odpowiada. Wykluczone są złodziejstwa, inflacja i wojna, ponieważ ludzie sami o sobie decydują, a przedstawiciela władzy, który się im sprzeniewierzy, natychmiast wymieniają na nowego. Jeśli zaś władza coś ukradnie, zostaje jej to odebrane, a ona idzie do więzienia. To nie jest utopia. To w Polsce złodzieje stworzyli patologiczną, utopijną rzeczywistość i każą nam wierzyć, że tylko tak być może. Jasne, że złodziej nie chce oddać tego, co ukradł. Sądzi, że będzie szczęśliwy, lecz jest to złudzenie, ponieważ swój raj buduje na cmentarzu i ruinie.

Jeśli bowiem cały majątek narodowy jest w ręku kilku właścicieli, oni nie współpracują ze sobą, gdyż są samowystarczalni - ich zakłady wytworzą im wszystko. Jednak nie czują się bezpieczni, bo konkurencja chce powiększyć swój stan posiadania kosztem innych dużych właścicieli. Zamiast kooperacji, jest więc walka między nimi. Ten wygrywa, kto osiągnie dochód szybciej i więcej, obniżając koszty produkcji poprzez wyzysk pracowników, a najlepiej porzucając produkcję, z której każda jest czasochłonna. Mając w ręku wielki majątek, lepiej jest spekulować na giełdzie, dyktując, kiedy ma być hossa, a kiedy bessa, i zarabiać na tym krocie. Mnoży się więc giełdowy, wirtualny pieniądz, za którym nie stoi produkcja, nie stoi praca. Powstają fikcyjne długi i fikcyjne fortuny. Mrzonką staje się oczekiwanie, że bogaci stworzą miejsca pracy.6

Jak zlikwidować bezrobocie

Skoro jest tak duże zapotrzebowanie na pracę, skoro brak dochodów przez lata spowodował w każdej rodzinie tak duże potrzeby materialne i duchowe, skoro w zasięgu ręki są surowce i środki produkcji, to dlaczego nie można tych czynników połączyć w jednym procesie pracy? Przecież to powinno zadziałać samoczynnie! Dlaczego nagle niepotrzebni są górnicy i lekarze, stolarze i nauczyciele i wszystkie pozostałe profesje? Czy tu ktoś nie stracił rozumu? Czy to nie jest tak, że to właśnie władza nie pozwala ludziom pracować i postawiona jest po to, aby ludzie nie mogli żyć i rozwijać się? Czy nie po to podtrzymywany jest sejm, tych 450 kierowców za jedną kierownicą nawy państwowej, aby krępować społeczeństwo ustawami i utrzymywać patologię, jak długo się da?

Opisane wyżej podstawy makroekonomii wskazują, że na likwidację bezrobocia jest tylko jeden sposób. Jest nim likwidacja istniejącego rozwarstwienia społecznego. Na ten cel nie są potrzebne żadne pieniądze, jest potrzebna jedynie wola polityczna. Majątek zrabowany społeczeństwu przy pomocy wydrukowanego, fałszywego pieniądza i metod pochodnych, w tym doprowadzanie do bankructwa zakładów i wykup za bezcen, musi zostać odebrany, a obywatele uwłaszczeni. Tym bardziej, że wyprzedająca go władza była uzurpatorem, wybrana za pieniądze inflacyjne, nie mówiąc już o tym, że obywatele, prawowici właściciele, nie dali jej na piśmie upoważnienia do sprzedaży. Władza tylko zarządzała majątkiem i sprzedając go bez upoważnienia ze strony właściciela, dokonała defraudacji. To powoduje, że z mocy prawa nieważne są dokonane przez nią umowy kupna-sprzedaży.

Przy zwrocie majątku nie chodzi o nadanie Narodowi własności wspólnej, jak w komuniźmie, ponieważ nic nie zmieniłoby się - znów jakaś partia zarządzałaby narodowym majątkiem jak własnym, a ludzie nie pracowaliby na swoim. Chodzi o nadanie okradzionym obywatelom własności notarialnie. A więc nie bonami lub innymi papierkami, tylko majątkiem rzeczowym (zakłady produkcyjne i usługowe, banki, prasa, radio, telewizja itd.). Bez tego nie wzrośnie popyt na rynku, rzemieślnik i rolnik nie będzie miał komu sprzedać produktów swojej pracy, a maszyny pozostaną drogie z powodu dyktatu cen przez monopolistów i z powodu powolnego postępu technicznego.

Takiej woli politycznej nie mają figuranci obecnej władzy, ale dojrzewa do niej społeczeństwo. Wola społeczna posłuży się ludźmi rozumiejącymi coś więcej, niż swoje podwórko, widzącymi dalej, niż czubek swojego nosa. Wola społeczna dokona się spontanicznie. Takie są prawa naturalne i wcześniej lub później do tego dojdzie, ponieważ eskalacja zachłanności bogaczy w skali międzynarodowej powoduje skrajną rywalizację, głód miliardów i wojny. Złodziej wchodzi do danego kraju rzekomo z pomocą, oferując np. pieniądze Międzynarodowego Funduszu Walutowego. W rzeczywistości drukuje miejscową walutę dla miejscowej władzy, która następnie okrada za nią własny naród i odtąd służy złodziejowi. Następstwem inflacji w skali międzynarodowej był faszyzm. 30 lat po wojnie powrócono do tej metody kradzieży. Zniszczono inflacją najpierw Amerykę Łacińską i przystąpiono do okradania następnych części globu.

Doprowadzenie do równowagi społecznej poprzez stworzenie warstwy średniej jest warunkiem przetrwania świata i jego rozwoju. Polska w tym nurcie również ma swoje miejsce, a im szybciej za to weźmiemy się, tym lepiej. Wobec zniszczeń dokonanych przez złodziei, większych niż w II wojnie światowej, wszyscy Polacy są potrzebni i będą mieli zatrudnienie przy odbudowie kraju.



”””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””””

Osoby mające przemyślenia i spostrzeżenia na opisany temat zapraszamy do dyskusji.

Polecamy też inne nasze opracowania: “Jak utrzymać kondycję organizacji”, “Instrukcja wyłaniania kandydatów do reprezentacji zbiorowych (np. parlamentu)”, “Instrukcja wyłaniania kandydatów do reprezentacji jednoosobowych (np. prezydenta)



Stowarzyszenie Patriotyczne “Wola-Bemowo” w Warszawie

01-231 Warszawa, ul. Płocka 35 m.24, tel/fax: (+48-22) 632 94 13; dyżury w środę, godz. 16.30-19.00;

mail wolab@tg.com.pl; internet www.spwb.tg.com.pl.

sierpień 2005


1 Słowo “bankrutować” pochodzi od “banku”; łac. rupta, wł. rotta - złamana. Samo słowo “bank” pochodzi od niem. Bank - ławka, stół, na którym wymieniano pieniądze (wg Słownika wyrazów obcych Kopalińskiego).

2 Stałym czynnikiem kryzysotwórczym jest spolaryzowanie społeczeństwa pod względem posiadanego majątku: na małą grupę oligarchów i na biedaków, stanowiących ponad 90% społeczeństwa. Będzie o tym szerzej w ostatnim rozdziale.

3 Kredytobiorca musi spłacać lichwę umniejszając stan swego posiadania. Dla ilustracji tego mechanizmu przyjmijmy, że mamy stan sprzed wieków i w pewnej osadzie złożonej z 10 mieszkańców jeden z nich właśnie wymyślił pieniądze. Uradzono, aby systemem finansowym zarządzał ten, który go wymyślił i którego nazwano bankierem. Aby jednak nie wytwarzał pieniędzy dla siebie i nie podkupywał sąsiadów, postanowiono, że każdy wytwarzany pieniądz, nazwijmy go pien, będzie musiał mieć podpis każdego z 10 mieszkańców, dzięki czemu ilość pieniędzy w obiegu będzie wszystkim znana w każdym momencie. Uruchomienie obiegu odbyło się również jak najbardziej prawidłowo - pierwszą emisję 100 pieni równo rozdzielono na wszystkich po 10 pieni. Przewidziano jednak, że niektórzy będą chcieli inwestować i 10 pieni im nie wystarczy. Wymyślono więc kredyt, zwany wtedy jeszcze pożyczką, którego będzie udzielał bankier z pieniędzy dodatkowych, które on wytworzy, a wszyscy podpiszą. Aby jednak bankier miał zapłatę za tę pracę, zaakceptowano jego pomysł, aby kredytobiorca zwrócił nie tylko pożyczoną kwotę do wspólnej kasy, ale jeszcze wynagrodzenie dla bankiera w ilości 10 %. Tak uczyniono. Pierwszy kredytobiorca pożyczył 10 pieni i gdy zarobił dzięki inwestycji (tzn. ściągnął z rynku, to co wydał na inwestycję), zwrócił 11 pieni. To samo zrobiło jeszcze siedmiu, ponieważ jeden mieszkaniec nie chciał się zapożyczać. Po zwrocie kredytów, każdemu z ośmiu pożyczających pozostało w domu z I-ej emisji 9 pieni, zaś bankier oprócz 10 pieni z I-j emisji, miał teraz jeszcze 8 dodatkowych pieni. Po następnym cyklu pożyczek, z I-ej emisji każdemu zostało po 8 pieni, a bankier miał już 10 + 8 + 8 pieni. Po trzecim cyklu kredytobiorcy pozostali z 7 pieniami, a bankier miał ich już 34. Tylko jeden mieszkaniec, który nie brał kredytu, zachował swoje 10 pieni. Po dziesiątym cyklu, nikt już, z wyjątkiem tego jednego, nie posiadał pieniędzy, za to bankier miał już 90 pieni. Po 11 cyklu kredytobiorcy jako oprocentowanie zaczęli oddawać bankierowi po kawałku swój majątek, najpierw wytworzony w ramach inwestycji, a później także majątek pierwotny, sprzed wynalezienia pieniędzy.

Czy taka sytuacja miałaby miejsce, gdyby nie było oprocentowania kredytów? Nie. Wszyscy zachowaliby swoje pieniądze i pozostały majątek.

4 Przykładem dóbr są usługi reklamowe, które istnieją na rynku w ilości pokrywającej potrzeby codzienne (ograniczona ilość bilbordów i ludzi mogących utrzymać się z reklamy). Lecz w okresie kampanii wyborczej ilość chętnych do skorzystania z tych usług gwałtownie wzrasta, a wraz z nimi cena. W tej sytuacji usługi te są w stanie zakupić jedynie osoby nie mające ograniczeń finansowych. Zawsze więc wykupują je ci, dla których rząd (prezes banku) wydrukował pieniądze. W efekcie ilość usług nie wzrasta, gdyż dalej funkcjonuję te same bilbordy, ale gwałtownie wzrasta ilość pieniędzy na rynku, wydanych w ilości niewspółmiernej do zwykłego kosztu reklamy. Dotyczy to nie tylko bilbordów, ale całego systemu kampanii wyborczej. Za darmowe pieniądze załatwiane są od razu dwie sprawy - stworzenie reklamy dla osób, które mają być wybrane oraz wycięcie konkurencji poprzez wywindowanie ceny usług reklamowych na niebotyczny poziom. Mechanizm ten powtarza się przy każdych kolejnych wyborach i referendach, włącznie z ostatnimi do europarlamentu, kiedy ni stąd, ni zowąd wybrani zostają członkowie partii już wyrzuconych na śmietnik historii. Każdym też wyborom towarzyszy nieodmiennie skok inflacyjny. Oczywiście, wypromowanie kandydatów przy pomocy przestępstwa bankowego czyni te wybory nieważnymi z mocy prawa, podobnie, jak wszystkie dokonania i ustawy uchwalone przez tak wybrane gremia.

5 Różni przeszkoleni manipulatorzy, nawet z nadanymi w tym celu tytułami naukowymi, próbują tłumaczyć, że nie stać nas na warstwę średnią, ponieważ jesteśmy biedni. Uprzejmie odpowiadamy tym panom, że “średnia” to nie znaczy “górna”, o której oni mówią, a podział na warstwę dolną, średnią i górną nie zależy od ilości majątku, lecz występuje tylko wtedy, gdy jest on podzielony między obywateli według rozkładu normalnego. Na próżno też, panowie, mącicie w głowach, że jedynym dobrym podziałem społeczeństwa jest podział obecny, to jest na warstwę dolną i górną, jak w komuniźmie.

6 Dlaczego złodzieje mieliby stać się nagle filantropami? Przecież nie po to kradli, aby oddawać. Tym bardziej, że wobec braku warstwy średniej nie ma popytu i wszelkie inicjatywy niosą wielkie ryzyko bankructwa. Dlaczego mieliby więc sobie przydawać pracy i kłopotów, kiedy wszystko już mają? Prowadzenie biznesu, rozumianego jako organizowanie gospodarki, tak dla banków jak i prywatnych wielkich właścicieli jest tylko zbędnym ciężarem.